Najtrudniejsze rozmowy w tej robocie nie są o cenie jachtu. Są o szkodzie, której poliza nie pokryła — choć właściciel do ostatniej chwili był pewny, że pokryje. I prawie nigdy problem nie polega na tym, że ktoś nie miał ubezpieczenia. Polega na tym, że miał inne, niż mu się wydawało.
Zacznijmy od jednej rzeczy, którą trzeba zrozumieć, zanim w ogóle spojrzysz na składkę: poliza jachtowa to nie jest jedna umowa, tylko kilka ochron sklejonych w jeden papier. Każda ma własne „ale".
Casco i OC to nie to samo — i jedno nie ratuje drugiego
Casco pilnuje Twojej łodzi: kadłub, mechanika, osprzęt, pożar, kradzież, zatonięcie. OC pilnuje innych — szkód, które Twój jacht wyrządzi cudzym ludziom, cudzemu mieniu albo środowisku. To dwie różne kieszenie i jedna nie zastępuje drugiej. Widziałem właścicieli przekonanych, że „mają pełne ubezpieczenie", którzy po stuknięciu sąsiada w zatłoczonym porcie odkrywali, że limit OC jest śmiesznie niski wobec tego, co kosztuje naprawa cudzego jachtu.
Sprawdź, gdzie w ogóle wolno Ci pływać
Każda poliza ma zapisany obszar żeglugi i to nie jest formalność. Wypłyniesz poza niego — choćby raz, choćby o kilkanaście mil na ładną pogodę — i w razie szkody ochrona potrafi po prostu nie zadziałać. Planujesz Adriatyk, Baleary, skok poza sezonem? Obszar musi to obejmować, zanim odbijesz cumy, nie po fakcie.
Franszyza, czyli ile dołożysz z własnej kieszeni
Niska składka prawie zawsze ma drugie dno: wysoki udział własny. A dla silników czy żagli bywa osobny, jeszcze wyższy. Przy poważnej awarii to różnica między „ubezpieczyciel płaci" a „płacę sam i jeszcze dziękuję, że nie więcej". Składkę i franszyzę czytaj razem — nigdy osobno.
Latem pływasz, zimą stoisz — poliza o tym wie
Ubezpieczenie inaczej traktuje jacht w sezonie, a inaczej unieruchomiony na zimę. Wyjście na wodę w okresie, który sam zgłosiłeś jako postojowy, to klasyk wśród powodów odmowy wypłaty. Zmieniają Ci się plany — jeden telefon do ubezpieczyciela wcześniej załatwia sprawę.
A jeśli jacht ma zarabiać
Wstawiasz go w czarter i prywatna poliza przestaje wystarczać. Potrzebujesz wariantu komercyjnego, OC obejmującego gości i załogę, często ochrony P&I. Jest tam też jedna cicha klauzula, która potrafi unieważnić całe ubezpieczenie jednym podpisem — rozłożyłem ją osobno, bo warto przeczytać, zanim podpiszesz pierwszą umowę czarterową.
Masz polisę albo ofertę do sprawdzenia?
Zanim podpiszesz — niezależne spojrzenie na zakres, wyłączenia i klauzulę regresu. Godzina rozmowy kosztuje ułamek tego, co jedna luka w ochronie.
Porozmawiajmy