Telefon w lutym, godzina siódma rano. Klient, spokojny człowiek, który przez cały sezon nie zadzwonił ani razu, mówi mi łamiącym się głosem, że jego jacht leży na boku na placu zimowym. W nocy przeszedł front, wiatr położył jedną jednostkę, ta pociągnęła sąsiednią, a jego stała trzecia w rzędzie. Pierwsze zdanie, jakie usłyszałem, brzmiało: „Przecież ja nim nawet nie pływałem".
I to zdanie jest sednem całego problemu. W głowie właściciela ryzyko zaczyna się przy wyjściu z portu i kończy przy powrocie. W polisie jest dokładnie odwrotnie — okres, w którym nie pływasz, jest w niej opisany osobno, ma własne warunki i własne pułapki. A ponieważ nikt tej części nie czyta w kwietniu, gdy jest ciepło i chce się już wypłynąć, dowiaduje się o niej dopiero przy szkodzie.
Klauzula postojowa, czyli okres, który sam deklarujesz
Prawie każda polisa jachtowa pisana na wodach, gdzie zdarzają się mrozy, zawiera klauzulę okresu postojowego — w ofertach zobaczysz ją jako lay-up warranty. To zapis, który określa, przez jaki czas jednostka ma być wyłączona z eksploatacji i — co równie ważne — czy stoi wtedy na lądzie, czy na wodzie. To rozróżnienie nie jest kosmetyczne: postój na wodzie oznacza dla ubezpieczyciela inne ryzyko niż jacht na podstawkach, bo na wodzie dochodzi ryzyko zatonięcia przy kei, uszkodzenia przez lód i szkód od sąsiadów.
Ochrona w tym okresie zwykle jest pełna, ale obwarowana warunkami, których treść bywa zaskakująco dosłowna: jednostka nie jest używana do żeglugi, nie jest gotowa do natychmiastowego użycia — czyli jest realnie zazimowana, z opróżnionymi instalacjami — i nikt na niej nie mieszka. Ten ostatni punkt zaskakuje najbardziej. Zdarza mi się widzieć jachty, na których zimą sypia dozorca albo mechanik pracujący nad projektem. Formalnie może to złamać warunek postoju.
Po drugiej stronie jest korzyść: ubezpieczyciele często udzielają zniżki za każdy pełny miesiąc postoju w okresie ubezpieczenia, a zniżka za postój na lądzie bywa wyższa niż za postój na wodzie — właśnie dlatego, że ekspozycja jest mniejsza. I tu wchodzi rzecz, którą powtarzam klientom do znudzenia: to Ty odpowiadasz za to, żeby zadeklarowany okres i miejsce postoju zgadzały się z rzeczywistością. Jeśli w polisie masz postój od listopada do marca, a w lutym wyciągasz jacht na weekendowy rejs po ciepły dzień, wchodzisz w okres, w którym ochrona miała nie działać.
Podnoszenie, wodowanie i przewożenie po placu — to też jest ubezpieczone
Dobra wiadomość jest taka, że standardowe klauzule jachtowe używane na rynku londyńskim obejmują znacznie więcej niż samo „stanie". Ochrona podczas okresu wyłączenia z eksploatacji obejmuje zwykle podnoszenie i wyciąganie z wody oraz wodowanie, przemieszczanie jednostki w obrębie stoczni lub mariny, demontaż, prace wyposażeniowe, remonty, normalną konserwację i okres, w którym jacht jest pod przeglądem. Objęte są też sprzęt i wyposażenie, w tym silniki zaburtowe, gdy leżą w magazynie albo w warsztacie na lądzie.
Jest jednak granica, którą łatwo przekroczyć bez świadomości. Zgoda na przemieszczenie jednostki — również na holu — dotyczy zwykle drogi do miejsca postoju i z powrotem, ale w granicach portu lub miejscowości, w której jacht jest zazimowany. Innymi słowy: przeholowanie łodzi na drugi koniec zatoki, bo tam był tańszy plac, potrafi wyjść poza literalny zakres klauzuli. To jest dokładnie ten rodzaj drobiazgu, przy którym w razie szkody zaczyna się dyskusja, a nie wypłata.
Właściciele dzwonią do mnie we wrześniu, żeby negocjować cenę zimowania. Prawie nikt nie dzwoni, żeby zapytać, czy polisa w ogóle wie, gdzie ten jacht będzie stał. — Tomasz Wrzesiński, broker jachtowy, Monaco
Kto płaci, gdy jacht spadnie z podstawek
Wróćmy do lutowego telefonu. Odpowiedź na pytanie „kto za to zapłaci" prawie nigdy nie jest oczywista i zależy od jednej rzeczy: czy komuś da się przypisać winę.
Jeśli zawinił obiekt — stocznia, marina, plac zimowy — bo źle utrzymywał infrastrukturę, nie wymagał odpowiedniego zabezpieczenia jednostek albo błąd popełnił jego pracownik, wtedy odpowiada ubezpieczenie odpowiedzialności cywilnej tego obiektu za mienie oddane w jego pieczę. W żargonie rynkowym mówi się o ship repairer's liability: to polisa, która ma pokrywać szkody wyrządzone jednostkom znajdującym się pod nadzorem i kontrolą zakładu, powstałe wskutek jego zaniedbania. Jeśli natomiast szkoda była skutkiem żywiołu i nikt formalnie nie zawinił, każdy właściciel likwiduje ją z własnego casco. Ta druga sytuacja jest częstsza, niż ludzie zakładają.
Praktyczny wniosek jest prosty i mało kto go stosuje: zanim zostawisz jacht na zimę, zapytaj obiekt, jaką ma ochronę za mienie powierzone i na jaką sumę. Odpowiedź, jaką dostaniesz — albo to, że jej nie dostaniesz — mówi o tym miejscu więcej niż cena za metr. Mechanizm oceny takich zapisów opisałem szerzej przy rozbiorze prawdziwej polisy na części.
Refit i prace gorące — moment, w którym trzeba zadzwonić
Jeśli postój ma być czymś więcej niż zimowaniem — jeśli wchodzisz w remont — reguły zmieniają się jeszcze raz. Ubezpieczyciele traktują pobyt w stoczni jako okoliczność istotną dla ryzyka i standardowo oczekują zgłoszenia przed rozpoczęciem prac, często wraz z zakresem robót. Część polis ma osobne warunki uruchamiane, gdy jednostka wchodzi do stoczni na refit lub gdy na pokładzie mają być prowadzone tak zwane prace gorące, czyli spawanie i cięcie — statystycznie jedno z głównych źródeł pożarów jednostek w remoncie.
W praktyce polisa właściciela najczęściej pozostaje w mocy, ale z dodatkowymi zastrzeżeniami; jej zawieszenie na czas pobytu poza wodą zdarza się rzadko. Największym ryzykiem nie jest więc sama luka w ochronie, tylko umowa ze stocznią. Kontrakty stoczniowe bardzo często zawierają zapis, w którym zrzekasz się roszczeń wobec zakładu — a podpisanie takiego zrzeczenia bez zgody ubezpieczyciela potrafi skończyć się odmową wypłaty, bo odbiera ubezpieczycielowi prawo dochodzenia zwrotu od winnego. To dokładnie ta sama mechanika, którą opisałem przy odmowie wypłaty odszkodowania: nie tracisz ochrony przez szkodę, tracisz ją przez podpis złożony wcześniej.
I tu jest miejsce, gdzie zwykle wchodzę ja. Przy konkretnej jednostce siadam do umowy stoczniowej i do polisy równocześnie, bo dopiero zestawienie tych dwóch dokumentów pokazuje, czy któryś zapis nie wygasza drugiego. Sama znajomość zasad nie wystarcza — trzeba wiedzieć, które zdanie w kontrakcie jest do wynegocjowania, a które stocznia i tak wykreśli.
Transport lądowy to osobna historia
Ostatnia rzecz, która regularnie zaskakuje: przewóz jachtu na lawecie albo statkiem transportowym nie mieści się automatycznie w standardowym zakresie. Ryzyko transportowe funkcjonuje na rynku jako osobne rozszerzenie polisy, a nie jej domyślna część. Jeśli więc planujesz przewieźć jednostkę na sezon w inny akwen, przetransportować ją po zakupie albo oddać do stoczni oddalonej o kilkaset kilometrów — to jest telefon do ubezpieczyciela, nie do przewoźnika.
Krótka lista do ręki przed sezonem postojowym
- Sprawdź daty postoju w polisie i porównaj je z tym, kiedy realnie wyciągasz i wodujesz jacht.
- Sprawdź, czy zadeklarowałeś postój na lądzie czy na wodzie — i czy to się zgadza z tym, gdzie jednostka faktycznie stanie.
- Zapytaj obiekt o ochronę mienia powierzonego: czy ją ma, na jaką sumę i co z niej wyłączono.
- Zgłoś refit przed rozpoczęciem prac, szczególnie gdy w grę wchodzi spawanie lub cięcie.
- Nie podpisuj zrzeczenia roszczeń wobec stoczni, zanim nie pokażesz zapisu ubezpieczycielowi.
- Transport lądowy zgłoś osobno — jako rozszerzenie, nie jako oczywistość.
Na koniec: sezon postojowy nie jest przerwą w ryzyku
Kiedy patrzę na szkody, które przechodzą przez ręce moich klientów, wyraźnie widać jeden wzór: te najbardziej kosztowne rzadko zdarzają się na wodzie przy pełnej prędkości. Zdarzają się na lądzie, w nocy, przy wietrze, w miejscu, w którym nikogo nie było — albo w stoczni, przy pracach, o których ubezpieczyciel nie wiedział. To nie jest kwestia pecha. To kwestia tego, że przez osiem miesięcy w roku jacht jest w cudzych rękach, a właściciel myśli, że jest bezpieczny, bo nie płynie.
Koszt tej części roku warto zresztą zobaczyć w całości — nie tylko od strony polisy, ale i rachunku za dźwig, plac i konserwację; rozpisałem to w tekście o kosztach zimowania i haul-outu. A jeśli dopiero wybierasz jednostkę i chcesz z góry rozumieć, co będzie się z nią działo poza sezonem, popatrz na ofertę W Yachts — przy każdym jachcie postój, dostęp do stoczni i realia serwisowe są równie ważną pozycją jak cena zakupu.
Zostawiasz jacht na zimę albo wchodzisz w refit?
Niezależne spojrzenie na to, czy polisa i umowa ze stocznią mówią to samo — zanim złożysz podpis. Bez nacisku, po stronie właściciela.
PorozmawiajmyCzytaj dalej
Co naprawdę kryje polisa jachtu
Prawdziwa oferta rozłożona na części: wartość stała, franszyza, wyłączenia.
Odmowa wypłaty odszkodowania za jacht
Zdatność do żeglugi, warranties i błędy przy zgłoszeniu szkody.
Casco jachtu — co realnie pokrywa
Nazwane ryzyka czy all-risks, agreed value i franszyza tam, gdzie boli.